Kopciuszek zawsze winny /  ESENCO, czyli sedno wszystkiego

RSS

Kopciuszek zawsze winny

CinderellaKopciuszek to jedna z piękniejszych bajek naszego dzieciństwa. Jakże pięknie kończy się ta historia. Dotychczas biedna, niedoceniana, zaniedbywana i poniżana dziewczyna, dzięki pokornemu znoszeniu wszelkich krzywd, cierpliwemu oczekiwaniu na lepszy los, pomocy cioci wróżki oraz szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, spotyka tego jedynego, który odmienia całkowicie jej życie. Od teraz będzie ono w pełni szczęśliwe. Wręcz bajeczne należałoby rzec. Będzie mieszkała w pałacu u boku wymarzonego Księcia, który będzie o nią dbał, chronił przed wszelkim złem, pocieszał w potrzebie i szeptał same czułe słówka. Ponadto każda inna dziewczyna na świecie będzie jej zazdrościć takiego mężczyzny. Jakie to urocze!

Dorastamy i ktoś nam mówi, że to tylko bajka i niestety musimy pogodzić się z inną rzeczywistością. Ze zrozumiałych powodów tamta historia wydaje się jednak bardziej atrakcyjna. Szara rzeczywistość zderza się z bajkową historią i konflikt mamy gotowy. Zdajemy sobie sprawę z rzeczywistości, ale tęsknota za takim bajkowym rozstrzygnięciem jest bardzo kusząca. Mało kto jest w stanie w tym chaosie zauważyć, że w ten właśnie sposób mity zaczynają kierować naszym życiem. Historie takie jak powyższa, z jednej strony same w sobie stanowią reakcję na ludzkie problemy, ale potrafią też wpływać na sposób myślenia, gdyż prezentują sposób funkcjonowania świata i niepostrzeżenie wpływają na dziecięcy system wartości, który może ugruntować się i trwale wywierać wpływ na sposób myślenia także w dorosłym życiu. W tym przypadku niekoniecznie doprowadzając do korzystnego wyniku.

W efekcie karmienia się historiami tego typu, a może i w związku z innymi podobnymi bzdurami, wiele kobiet, w szczególności w naszym kraju, cierpi na syndrom kopciuszka. Uczy się te kobiety, że przyjedzie kiedyś do nich książę na białym koniu i wtedy ich życie się odmieni. Na ten dzień mamusie przygotowują swoje córki. Uczą je, jak być damami, aby podobać się mężczyznom, bo bez tego ich życie nie będzie miało sensu. Niestety, choć historia o Kopciuszku jest dogłębnie wzruszająca, zawiera w sobie pewne pułapki.

Mit księcia z bajki zawiera w sobie element pewnej bezradności życiowej kobiety oraz przyczynia się do pozbawienia jej pełnej wartości w przypadku braku odpowiedniego mężczyzny u jej boku. Poza tym uzależnia osiągnięcie spełnienia życiowego od innej osoby, co samo w sobie jest absurdalne, gdyż takie założenie stanowi zamach na wolną wolę człowieka i ogranicza osiągnięcie pełni człowieczeństwa. Wiara w to, że jest taki ktoś, kto odmieni świat kobiety, pozbawia ją możliwości w pełni niezależnego wpływania na kształt swojego życia. Partnerstwo jest oczywiście czymś wspaniałym i życzę każdej kobiecie spełnienia w związku, jednak w tym przypadku o partnerstwie nie ma akurat mowy. Kobieta może odnaleźć siebie jedynie jako dodatek do życia mężczyzny. Zmuszona jest odnaleźć tego właściwego i oddać mu się bez pamięci. Albo jeszcze gorzej, czekając bezradnie, aż sam zapuka do jej drzwi. W jego oczach odbija się prawdziwa wartość kobiety. Bez niego nie może się ona odnaleźć. Jeśli jest z niej zadowolony, to ona jest szczęśliwa. Bo przecież od niego zależy jej życie. Samodzielnie nie realizuje swojego człowieczeństwa, a kiedy znajdzie już tego jedynego, przestaje istnieć jako odrębna istota.

Efektem takiego wszczepionego wirusa w umysł kobiety jest to, że znalezienie tego jedynego, idealnego, staje się często jedynym celem jej życia. Takie życie kończy się z chwilą, kiedy mężczyzna jest już u jej boku, kiedy proces zdobywania, albo dokładniej – dawania się zdobywać, jest zakończony. Wtedy zmienia się optyka. Kopciuszek potrafi zatracić się w mężczyźnie, nie mogąc samodzielnie istnieć. Nie chcąc go urazić, bo przecież może odejść, często upewnia się, że to nie nastąpi, a przy okazji okazuje swoją słabość. Wciąż oczekuje aprobaty ze strony mężczyzny, bo przecież w jego oczach odnajduje swoją wartość. Uznaje, że nie powinna i nie jest w stanie żyć samodzielnie.

Takie kobiety wybierają sobie mężczyzn, którzy mogą się nimi zaopiekować. Takich, którzy o nie dbają, mówią czułe słówka, przejmują całą inicjatywę. Takich, którym można się oddać bez reszty. W gruncie rzeczy nie szukają jednak mężczyzny, ale ojca. Nie szukają partnera, ale opiekuna.

Tymczasem mężczyzna kocha kobiety niezależne. I nie chodzi tu o niezależność materialną, ale osobową. Taką indywidualność. Jeśli jesteś kobietą, odpowiedz sobie na pytanie, jakich lubisz facetów? Takich bezradnych, którzy nie chcą żyć bez kobiety? Czy może silnych, którzy są w stanie zadbać o siebie samych? Przy jakich ludziach czujesz się bezpiecznie? Przy takich, którzy wciąż pytają, czy są dla ciebie atrakcyjni? Którzy codziennie przynoszą kwiaty i ciągle chcą się przytulać? Czy może takich, którzy coś wnoszą do tego świata, jakąś indywidualność? Którzy mają jakieś pasje, swoje przemyślenia.

Nie ma nic piękniejszego niż związek dwóch niezależnych istot, które wolą przebywać ze sobą nawzajem, ale same w sobie są wartościowe, niezależne, mają czas dla siebie, który tworzy ich indywidualność. Jeśli rezygnujesz ze swojej wolnej woli, aby w czyjejś osobowości odnaleźć siebie, ofiarowujesz komuś swoją niezależność w zamian za opiekę, to nie zdobywasz tym sympatii, ale budzisz brak szacunku do siebie. W ten sposób tracisz całą swoją atrakcyjność.

Bóg dał człowiekowi wolność i godność osobistą i nigdy, ale to nigdy, nie można z żadnego z nich rezygnować. Rozumiem ewentualne tragedie ludzi, których sytuacja materialna zmusza do ustępowania innym osobom na niektórych płaszczyznach wbrew własnym interesom. To straszne, kiedy ktoś przejmuje dowodzenie nad twoim życiem. Tak, czasami trzeba się nagiąć. Ale do czasu. Ważny jest kierunek. I działanie. Czy chcemy coś zrobić, czy tylko sobie ponarzekać. Trzeba zawsze wybierać działanie. Budować siebie, dzień po dniu i pewnego dnia bez żalu przerwać błędny cykl. Zawsze należy wybierać kierunek wolność. Wolność w związku, wolność w społeczeństwie, wolność wyboru. Zawsze trzeba mieć swoją przestrzeń.

Wymienione wyżej problemy wzmacniane są często przez dodatkowe przeszkody. Przede wszystkim kobieta z natury jest dzika. Ma w sobie taką naturalną burzę emocji. One wskazują na tę jej dziką naturę. Niezmiernie trudno społeczeństwu zapanować nad tą kobiecą siłą. Dlatego wywiera się na nią wpływ, stosując równie mocne mechanizmy. Socjalizacji takiej nieposkromionej siły dokonuje się poprzez wszczepienie jej przede wszystkim poczucia winy.

Mężczyznom wmawia się coś innego, że trzeba być sprawiedliwym, dotrzymywać umów. Mężczyzna ma podejmować decyzje i ponosić za nie konsekwencje. Nie oskarża się go o to, że jest winny. Jeśli go złapią, ponosi karę i tyle. Dlatego właśnie, jeśli mężczyzna złamie zasady, to łatwiej powiedzieć mu „pomyliłem się, jestem tylko człowiekiem”. Kobieta koniecznie musi znaleźć winnego, bo inaczej sama czuje się winna. A wina bardzo jej doskwiera. Jeśli uwikłana jest w konfliktową sytuację, skupia się przede wszystkim na udowodnieniu, że nie ponosi winy za zaistniałe problemy. Nie może czuć się winna, bo to ją od dzieciństwa obarczano odpowiedzialnością za wszystkie problemy. To część naszej kultury. To właśnie Ewa winna jest porzucenia rajskiego życia. Zupełnie tak, jakby mężczyzna pozbawiony był odpowiedzialności za swoje czyny. To kobieta go zwiodła. Przypisanie jej winy za wszelkie nieszczęścia na trwałe zadomowiło się w naszym myśleniu. Wszystkiemu winne są kobiety.

Jeśli jesteś kobietą, którą dotknęła trudna sytuacja życiowa i wpadłaś w pułapkę poczucia winy, zwróć uwagę, że walcząc z tą częścią naszej kultury, możesz jeszcze bardziej pogrążyć się w problemach. Taka ciągła walka zniewala. Stawia cię w pozycji obronnej. Tym samy utrwala problem, gdyż jeśli musisz się bronić, oznacza to, że oskarżenie jest prawdziwe. Tylko winny się tłumaczy. Poza tym, jeśli ciągle szukasz winnego, to znaczy, że on musi istnieć. I jeśli nie ktoś inny, to Ty.

Powyższy syndrom winnej kobiety powoduje, że ciąży na niej duża odpowiedzialność. Nie tylko, żeby nie dopuścić do problemów, ale ciąży na niej ogromna presja kulturowa, aby udowodnić wszem wobec brak z góry określonej winy. Dlatego też, kiedy kobieta ma problem, np. z alkoholem i nie wytrzymuje presji, to czuje, że straciła wszystko, a wtedy wszystko jej jedno, co się dalej stanie. Mąż odszedł? To na pewno twoja wina. Prawdziwy mężczyzna nie ma takich problemów.

Do tego dochodzą różne społeczne zasady, które utwierdzają niektóre schematy. Na ten przykład, że nie bierze się rozwodów. Taki schemat. Ale ta zasada pojawiła się głównie z potrzeby ochrony kobiet. To kobieta w przeszłości była bardziej poszkodowana, jeśli mężczyzna ją porzucił. Naturalnie słabsza i bardziej podatna na zranienie, często wykluczona, nie mogła poradzić sobie samodzielnie w życiu. Poza tym w naszej kulturze kobiet nie dotyka wykluczenie społeczne z powodu braku męża. Interpretacji odwiecznych zasad należy dokonywać w duchu czasów. Dzisiaj sytuacja nie zawsze tak wygląda, że to kobieta jest słabsza, więc i zasadę należy modyfikować. „Nie człowiek dla przepisu, ale przepis dla człowieka.”

Jeśli czujesz, że coś zatruwa ci życie, nie pozwala normalnie funkcjonować, pamiętaj, że nigdy nie zmienisz świata i swojego życia, zmieniając innych. Zmiana zawsze dokonuje się w nas samych. Problem w tym, że mamy swój obraz świata, do którego się zbyt mocno przywiązujemy. Jeśli później coś się nie zgadza z naszym szablonem, mamy pretensje, że świat powinien wyglądać inaczej. Ulegamy przekonaniu, że otaczający nas ludzie powinni postępować inaczej. Ale przecież jest, jak jest. Ludzie są, jacy są i robią to, co robią. To tyle. I tak ma być. Każdy ma wolną wolę i nie musi realizować naszych wyidealizowanych marzeń. My powinniśmy jedynie pamiętać, że nieważne, co zrobi ktoś inny. Ważne, co ty zrobisz! Jak zareagujesz na zastaną sytuację. To powinno budować obraz nas samych, a nie czynniki zewnętrzne. Wybierasz. Decydujesz. Działasz. Wynik nie zawsze zależy od nas. Uzyskany wynik z czasem traci na znaczeniu. Ważne, co my zrobiliśmy w danej sprawie, jaką wykazaliśmy aktywność, żeby żyć lepiej. Życie to nie wyścig i żadne porównania nie mają tu zastosowania, bo brakuje wystarczających punktów odniesienia. Każdy ma swoje zabawki. Jeśli tylko nie krzywdzę innych, decyduję o swoim losie tak, jak chcę. Staram się najlepiej, jak umiem. A że nie wszystko wychodzi, to inna sprawa. Jak mówią: tak się kraje, jak materii staje. Należy również pamiętać, że „nie krzywdzić” nie oznacza tutaj, że mam spełniać wszelkie, często nieuzasadnione, zachcianki innych osób. Należy szanować innych, ale przede wszystkim siebie.

Jeśli ktoś zdecydował się mnie skrzywdzić, to on ma większy problem, niż ja. To on ostatecznie poniesie konsekwencje swoich czynów. Dzieje się tak, ponieważ to, co doprowadziło do takiego nieetycznego zachowania, jest w nim zakorzenione i już działa na jego niekorzyść. Ja natomiast mam taką, a nie inną sytuację. Muszę zaakceptować zastane warunki, jeśli chcę, aby moje życie wyglądało lepiej. Tylko w ten sposób można podjąć odpowiednie kroki zmierzające do zmiany sytuacji. Realne kroki, oparte o realizm oceny sytuacji. To właściwie rozumiana pokora, która jest źródłem prawdziwej siły. Wypieranie swoich braków to nie jest pewność siebie, ale głupota. Tylko znając swoje realne możliwości można osiągać prawdziwe sukcesy. Walka z warunkami startowymi nie ma sensu, bo to ich nic nie obchodzi. Ważne, co zrobię w tych warunkach, w których jestem ulokowany. Nie w innych, bo nie mam innych. Mam takie. Każdy ma swój cyrk. Jest, jaki jest. Po prostu wystarczy przejąć kontrolę nad swoimi działaniami i nie martwić się resztą.

Kluczem do odnalezienia wewnętrznej równowagi jest pogodzenie swoich pragnień z prawdziwymi, nieskażonymi przez zło przekonaniami. Jeśli kierują tobą niewłaściwe przekonania, to mogą hamować cię przed realizacją twoich życiowych celów. Znajdź te fałszywe przekonania, porównaj z tymi zdrowymi, które wynikają z prawdy i znajdź właściwe argumenty, żeby się do nich przekonać. Trudno odzyskać właściwą optykę. Warto jej jednak szukać. Stawką jest wolność. A wolność jest podstawą szczęśliwego życia.

 




Twój Komentarz

Musisz być zalogowanyaby móc komentować.