Dzieciństwo a konflikty wewnętrzne /  ESENCO, czyli sedno wszystkiego

RSS

Dzieciństwo a konflikty wewnętrzne

Człowiek dorastający w atmosferze miłości, przyjaźni i akceptacji, zyskuje poczucie bezpieczeństwa i może rozwijać się oraz osiągać pełnię swojego ludzkiego potencjału. Powszechnie wiadomo, że relacje w rodzinie mogą przybierać różne formy: od nadopiekuńczości z jednej strony poprzez wszelkiego rodzaju zaniedbanie, aż do całkowitego odrzucenia i poniżenia, przy akompaniamencie różnego rodzaju psychicznego i fizycznego cierpienia.

Przejawy niespełniania przez rodzinę przydzielonej im roli mogą być różne. Do najczęstszych należą m.in. brak jasnych zasad, powodujących nieprzewidywalność środowiska zewnętrznego, sprowadzenie wychowania do kar (czasami wymierzanych nieadekwatnie do czynów, w zależności od humoru rodziców), ciągła krytyka, brak bezwarunkowej akceptacji dla małego człowieka, nieuwzględnianie jego wolnej woli i własnego zdania, ogólna destabilizacja rodziny, dysfunkcja (alkoholizm, bezradność) i wiele innych.

Jeśli doświadczenia wynikające z relacji rodzinnych nie były z punktu widzenia dziecka przyjazne, otaczający świat wydaje się być względem niego wrogim i nieprzewidywalnym środowiskiem. Różne są strategie radzenia sobie z tym problemem. Niechęć do przyznania się do swojej bezbronności w świecie przyrody, która mogłaby podważyć kruchą samoocenę człowieka, jest przyczyną życia w ciągłym poczuciu zagrożenia. Czasami człowiek przyjmuje postawę rezygnacji, która podcina skrzydła i może okaleczyć nawet do końca życia.

Oczywiście samo występowanie problematycznych sytuacji nie oznacza jeszcze kłopotów w dorosłym życiu. Podobnie, jak sielankowe dzieciństwo nie gwarantuje wysokiej samooceny człowieka. Jak na razie, brak jakichkolwiek reguł w tym zakresie. Życie niesie za sobą zbyt wiele niespodzianek i zawiera w sobie za dużo zmiennych, aby można je było wszystkie wziąć pod uwagę. Nikt nie wynalazł gotowej recepty na szczęście. I właśnie to jest takie piękne w tym wszystkim. Ta złożoność świata. Każdy człowiek jest inny, ma inne doświadczenia, w każdym umyśle istnieje inny świat i nie sposób poznać je wszystkie. Nie wiadomo, jak konkretne warunki życia wpłyną na osobę z jej indywidualną, wrodzoną mieszanką cech temperamentu, a w szczególności z wrażliwością na bodźce zewnętrznego świata.

Pewien konflikt jest nieunikniony nawet wtedy, kiedy relacje są poprawne. Z rodziną jesteśmy bardzo silnie związani emocjonalnie. Dużo jej zawdzięczamy. Chcemy korzystać z bezpieczeństwa, jakie nam daje. Z drugiej strony chcemy wolności, indywidualności. Środowisko naciska, aby przyjąć jego zasady. Im większy opór człowiek stawia, tym większy nacisk konieczny do wychowania. Nawet jeśli środowisko nie musiało uciekać się do szczególnie dotkliwych środków, to dla nas zawsze są za duże. Bo reagujemy z pozycji słabszego. Wydaje nam się, że jesteśmy w odwrocie, że musimy się bronić. Nakładamy i testujemy różne maski. Udajemy inne osobowości. Żeby tylko nie otrzymać kary, a jednocześnie osiągnąć własne cele. W ten sposób delikatnie ustępujemy ze swoich wewnętrznych pragnień na rzecz akceptacji szerszej społeczności.

Ostatecznie, po zakończeniu procesu socjalizacji, stajemy się kimś obcym dla samych siebie. Bóg by nas nie poznał. Zapytałby: To ja to stworzyłem?! Nieeeee! To ty? Naprawdę? Niestety. Jak widać na załączonym obrazku, to naprawdę ja. Poprzez lata doświadczeń narosły skorupy, powstały sieci różnych zależności, które coraz bardziej się plączą. Mówi się, że „czym dalej w las, tym więcej drzew.”

Główną przyczyną wszelkich problemów pozostaje jednak warunkowa miłość. Człowiek po pierwsze pragnie przetrwać. Po drugie pragnie miłości. Jeśli dziecko nie otrzymało potrzebnej mu miłości od najbliższych mu osób, to robi wszystko, żeby na nią zasłużyć, żeby zyskać akceptację rodziców, a przynajmniej zwrócić na siebie ich uwagę. Rodzice nie powinni uzależniać miłości i akceptacji od czegokolwiek. Miłość do dziecka musi być bezwarunkowa, żeby było możliwe zbudowanie poczucia jego wartości. Jeśli dziecko jest karane za swoje zachowanie brakiem miłości, to sobie przypisuje winę za taki stan rzeczy. Nie może przecież oskarżyć swoich rodziców. Oni są idealni. Nie można naruszać ich obrazu, bo przecież to oni są niezbędni do przetrwania, to na ich miłość trzeba zasłużyć. To dziecko jest winne.

Taki mechanizm powoduje, że dziecko przestaje kochać samo siebie. Zaprzecza też swoim własnym naturalnym uczuciom, które klasyfikuje jako przyczynę swoich problemów. Tak rozpoczyna się wyparcie własnego naturalnego „ja” i założenie maski, przez którą trudno dostrzec swoje prawdziwe emocje. Maska chroni, ale również ukrywa naturalną wrażliwość człowieka, stanowiącą integralną część jego osobowości.

Problem nie kończy się na uczuciach, ale determinuje sposoby radzenia sobie z nieprzyjemnymi sytuacjami. Niestabilność zasad panujących w domu rodzinnym rzutuje na radzenie sobie z sytuacjami kryzysowymi i konfliktami w dorosłym życiu, gdyż mocno utrwalona pod wpływem emocji w dzieciństwie strategia postępowania z silniejszym od siebie uruchamiana jest automatycznie w sytuacjach kryzysowych w dorosłym życiu.

Negatywna ogólna ocena dziecka przez rodziców przyczynia się do ukształtowania jego niskiej samooceny, która z kolei jak lawina może pociągać za sobą wiele nieszczęść. Może to przejawiać się wchodzeniem w dorosłym życiu w destrukcyjne relacje, chorobliwym oddaniu się pracy, obowiązkom lub innemu obszarowi, z reguły temu, który był dla rodziców szczególnie ważny. Człowiek robi to, aby zasłużyć na swoją wartość i ostatecznie miłość w oczach rodziców, którzy przestają być teraz naturalnymi rodzicami, którzy przecież jak każdy człowiek ewoluują pod wpływem czasu dzięki coraz to nowym doświadczeniom. To nie prawdziwi rodzice wywierają na nas wpływ, ale utworzony z ich żądań obraz, który zamrożony i trwale „utrwalony” w umyśle, ocenia nasze zachowania z perspektywy dawnego rodzica widzianego oczami tamtego dziecka.

Dziecko ma niewielkie szanse przeciwstawić się naciskowi rodziców. Mimo wszystko, do ukształtowania się destrukcyjnych postaw, konieczny jest element pewnej decyzji. Nikt nie może zawładnąć duszą człowieka bez jego zgody.

W konflikcie pomiędzy wolnością, a przetrwaniem, dostosowaniem do kogoś, kto jest od nas silniejszy i od kogo całkowicie zależy nasze życie, wybieramy pewien kompromis. Zamiast ryzykować nieprzewidywalnymi konsekwencjami lub z drugiej strony zamiast całkowitej sprzedaży własnej duszy, korzystniejszym wydaje się pozwolenie na odkrajanie jej po kawałku, rezygnacja z części siebie, z jednoczesnym wyparciem ze swojej świadomości momentu tej operacji. Oczami przestraszonego, bezbronnego dziecka, korzystniej jest się trochę sprzedać, aby przetrwać lub tym bardziej zaburzyć idealny obraz swojego rodzica, od którego przecież zależy nasze bezpieczeństwo. Lepiej już niech rodzic zostanie na swoim miejscu, bo świat mi się zawali. W ten sposób stawia się kolejne kroki do rezygnacji ze swoich wartości.

Skoro decyzja, choć narzucona, była konieczna, to czyż jej zmiana nie powinna być równie możliwa? Zdaje się, że tak. Fałszywy obraz Boga można poznać, przetrawić, poszukać pewniejszego oparcia, trwałego poczucia bezpieczeństwa, prawdziwych wartości, tym samym odnaleźć siebie i zmienić swoje życie. Czasami trzeba się zgubić, aby można było się odnaleźć.

Dobrym wstępem może być rezygnacja z powinności. Nie tylko jednak takich, żeby realizować swoje pragnienia, zamiast narzuconych powinności. Konieczna może okazać się rezygnacja z przekonania, że ktoś powinien zachować się tak lub inaczej. Rodzice powinno to, powinni tamto. Może najwyższy czas przyznać, że świat nie jest idealny, ale jest taki, jaki jest. Było, jak było. Można stwierdzić, co się zdarzyło i przestać szukać jakiejś wyimaginowanego poczucia sprawiedliwości. Powinności robią wiele złego. Za dużo oczekujemy od siebie i od innych. Mamy swoje doświadczenia, które coś nam dały. Może przyczyniły się do zmiany naszej osobowości. Może zamiast tego warto zapytać, kim byśmy byli bez swoich doświadczeń, nawet tych negatywnych. Może czas się otrząsnąć i poszukać drogi wyjścia? Zacząć żyć własnym życiem.

Zawsze warto próbować. Jeśli nie wyruszysz w drogę, nigdzie nie dojdziesz. Tradycja mówi, że takie projekty, choć trudne, są możliwe. Składa nam taką oto obietnicę, że „Szukajcie, a znajdziecie” oraz „Kołaczcie, a otworzą wam.”

Powodzenia

Artykuły z tej samej serii:
„Sam nie przeżyjesz”
„Rodzic jest dla dziecka Bogiem”
„Dzieciństwo a konflikty wewnętrzne”
„Toksyczne wychowanie. W buncie przeciw sobie”

 

 




Twój Komentarz

Musisz być zalogowanyaby móc komentować.